Innsbruck | Mini Eurotrip 2014 #03

Spędziliśmy w nim tylko kilka godzin niedzielnego popołudnia, a on przez ten czas zdążył nas uwieść. Innsbruck okazał się miłą odmianą po zwiedzaniu pięknego, aczkolwiek wypchanego po brzegi turystami, bawarskiego zamku Neuschwanstein. Zresztą już sama ciągnąca się przez tyrolskie doliny droga ze Schwangau do Innsbrucka dostarcza odprężających, sielankowych widoków.

Zimowa sceneria pod koniec października w Tyrolu (okolice miejscowości Lähn i Wengle)...

Zimowa sceneria pod koniec października w Tyrolu (okolice miejscowości Lähn i Wengle)…

...lecz zaledwie pół godziny później i 20 kilometrów dalej robi się słonecznie i zielono, wręcz wiosennie (Nassereith, Austria).

…lecz zaledwie pół godziny później i 20 kilometrów dalej robi się słonecznie i zielono, wręcz wiosennie (Nassereith, Austria).

Zanim ujrzeliśmy znak z napisem „Innsbruck” świadczący o tym, że osiągnęliśmy kolejny cel naszej podróży, naszym oczom ukazała się słynna skocznia narciarska Bergisel z jednej strony, zaś z drugiej – zabudowania miasta i górujące nad nimi kopuły oraz wieże wiekowych budowli. Mam wrażenie, że Innsbruck słynie bardziej z organizowanych w nim wydarzeń sportowych, niż z zabytków i urokliwych ulic, mimo iż naprawdę warto choć raz zobaczyć je na własne oczy.

Maria-Theresien-Straße, czyli ulica Marii Teresy przekształcona w deptak.

Maria-Theresien-Straße, czyli ulica Marii Teresy przekształcona w deptak.

Kolumna Św. Anny - mojej imienniczki ;)

Kolumna Św. Anny – mojej imienniczki ;)

Na ulicach Innsbrucka panował wyjątkowy spokój. Mieliśmy wrażenie, że spotkać tu można tylko tubylców – po mieście przechadzały się austriackie rodziny, a miejscowe dzieci ganiały się, trzymając unoszące się ku niebu, kolorowe baloniki. Jakie było nasze zdziwienie, gdy na deptaku natknęliśmy się na grupę ubranych w tradycyjne stroje Austriaków śpiewających nastrojową pieśń i zasłuchaną w nią, całkiem pokaźną publiczność, do której dołączyliśmy i my…

Jeden z wielu ulicznych chórków w Innsbrucku.

Jeden z wielu ulicznych chórków w Innsbrucku.

Bez konkretnego planu, błądziliśmy w labiryncie brukowanych uliczek, wśród zachwycających, kolorowych kamienic Starego Miasta, a zewsząd niósł się chóralny śpiew. Od czasu do czasu nasze myśli zagłuszał ryk silników przelatujących nad nami awionetek. Zastanawialiśmy się, cóż to za wydarzenie ma miejsce tego dnia w Innsbrucku. Jak się później okazało, trafiliśmy akurat na Święto Narodowe Austrii. Austriacki parlament właśnie 26 października 1955 roku uchwalił konstytucję oraz deklarację o wieczystej neutralności. Odwiedziliśmy zatem Innsbruck w bardzo szczególnym dla jego mieszkańców dniu, o czym z początku nie mieliśmy pojęcia. Spodobał nam się jednak sposób, w jaki Austriacy obchodzili swoje święto.

Innsbruck świętuje. Przelatujące nad miastem samoloty.

Innsbruck świętuje. Przelatujące nad miastem samoloty.

Wielkie bańki mydlane :-)

Wielkie bańki mydlane :-)

Nie było czasu na odwiedzenie Świata Kryształów w Wattens, ale za to trafiliśmy do eleganckiego, dwupiętrowego sklepu Swarovski Innsbruck na starówce, stanowiącego zarazem wyjątkową wystawę kryształowych figurek i biżuterii. Tutaj już nie obyło się bez Azjatek, robiących sobie zdjęcia na tle wszystkiego, co się świeci. ;)

Pięknie zdobione szyldy tuż przy sklepie Swarovski Innsbruck.

Pięknie zdobione szyldy tuż przy sklepie Swarovski Innsbruck.

Przy wejściu do sklepu Swarovski Innsbruck wita nas ogromna, kryształowa mucha. ;)

Przy wejściu do sklepu Swarovski Innsbruck wita nas ogromna, kryształowa mucha. ;)

Kryształowe sarenki Swarovskiego.

Kryształowe sarenki Swarovskiego.

Urokliwe Stare Miasto (uważane zresztą za jedną z najlepiej zachowanych średniowiecznych starówek Austrii) skupia wokół siebie najciekawsze atrakcje Innsbrucka – wyjątkowy Złoty Dach (Goldenes Dachl) pokrywający wykusz budynku, w którym aktualnie działa muzeum. Trudno przejść obojętnie obok znajdującej się w pobliżu, przepięknie zdobionej, białej kamienicy Helblinghaus. Niedaleko stoi imponująca barokowa Katedra św. Jakuba (Dom St. Jakob), a kawałek dalej znad rzeki Inn wyrasta szereg budyneczków w pastelowych barwach. Innsbruck jest zresztą pełen kolorów – fasady domów i kościołów są tutaj żółte, pomarańczowe, modre, turkusowe, a nawet różowe.

Goldenes Dachl, czyli Złoty Dach, uważany jest za symbol miasta. Powstał z okazji ślubu cesarza Maksymiliana I Habsburga z Biancą Marią Sforza, córką mediolańskiego księcia.

Goldenes Dachl, czyli Złoty Dach, uważany jest za symbol miasta. Powstał z okazji ślubu cesarza Maksymiliana I Habsburga z Biancą Marią Sforza, córką mediolańskiego księcia.

Na starówce. Z widokiem na Złoty Dach.

Na starówce. Z widokiem na Złoty Dach.

Wyjątkowy budynek Helblinghaus.

Wyjątkowy budynek Helblinghaus.

Pomnik przy zabytkowym budynku Ottoburg, mieszczącym obecnie restaurację. Posągi upamiętniają Tyrolczyków walczących o niepodległość w 1809 roku w Innsbrucku.

Pomnik przy zabytkowym budynku Ottoburg, mieszczącym obecnie restaurację. Posągi upamiętniają Tyrolczyków walczących o niepodległość w 1809 roku w Innsbrucku.

Dom St. Jakob, czyli Katedra Św. Jakuba.

Dom St. Jakob, czyli Katedra Św. Jakuba.

A naprzeciwko Katedry - bar o nazwie "Wąsy"... ;)

A naprzeciwko Katedry – bar o nazwie „Wąsy”… ;)

W Innsbrucku na każdym kroku można natknąć się na jakiś rower. Ten stał sobie w naprawdę pięknej scenerii - w tle rzeka Inn, kolorowe budynki i przykryte chmurami szczyty Nordkette.

W Innsbrucku na każdym kroku można natknąć się na jakiś rower. Ten stał sobie w naprawdę pięknej scenerii – w tle rzeka Inn, kolorowe budynki i przykryte chmurami szczyty Nordkette.

Innsbruck ma nawet swój Łuk Triumfalny.

Innsbruck ma nawet swój Łuk Triumfalny.

Befreiungsdenkmal, czyli Pomnik Wyzwolenia.

Befreiungsdenkmal, czyli Pomnik Wyzwolenia.

Drzwi jednej z kamienic Innsbrucka.

Drzwi jednej z kamienic Innsbrucka.

Jeden z licznych misternie zdobionych szyldów w Innsbrucku.

Jeden z licznych misternie zdobionych szyldów w Innsbrucku.

Nasz spacer po centrum miasta zakończyliśmy poszukiwaniami knajpy serwującej typowe austriackie dania – koniecznie takiej, w której stołują się przede wszystkim miejscowi. Tym sposobem trafiliśmy do restauracji Theresienbräu, gdzie oprócz tyrolskich specjałów można zamówić również warzone na miejscu piwo (którego, niestety, nie spróbowaliśmy ze względu na czekającą nas dalszą podróż samochodem).

Restauracja Theresienbräu serwująca nie tylko tyrolskie specjały, lecz również warzone na miejscu piwo.

Restauracja Theresienbräu serwująca nie tylko tyrolskie specjały, lecz również warzone na miejscu piwo.

Na stół wjechał sznycel po wiedeńsku (Schnitzel), gulasz wołowy duszony w warzonym na miejscu piwie z pyzą (Brauhausgulasch) i szpecle, czyli tradycyjny austriacki makaron w sosie z górskiego sera z prażoną cebulką i porem (Käsespätzle). Wszystko było wyśmienite, więc zdecydowanie możemy polecić Wam ten lokal, jeśli planujecie odwiedzić Innsbruck (ja jedynie nie tknęłam sznycla, gdyż nie jem wieprzowiny, ale Tomek twierdzi, że dobry ;)).

Brauhausgulasch, czyli przepyszny gulasz wołowy duszony w piwie i ogromna pyza.

Brauhausgulasch, czyli przepyszny gulasz wołowy duszony w piwie i ogromna pyza.

Käsespätzle - szpecle, czyli tradycyjny austriacki makaron w sosie z górskiego sera z prażoną cebulką i porem.

Käsespätzle – szpecle, czyli tradycyjny austriacki makaron w sosie z górskiego sera z prażoną cebulką i porem.

Po wyjściu z restauracji spotkała nas miła niespodzianka. Na zewnątrz panował zmierzch, w oknach budynków rozbłysły już pierwsze światła, a w oddali ukazały się ośnieżone alpejskie szczyty Nordkette, przykryte wcześniej grubą pierzyną szarych chmur… Za sprawą takiego widoku miasto stało się jeszcze bardziej atrakcyjne, niż przedtem!

Po wyjściu z Theresienbräu powitał nas taki oto widok.

Po wyjściu z Theresienbräu powitał nas taki oto widok.

Kamienica o intensywnym, niebieskim kolorze w centrum Innsbrucka.

Kamienica o intensywnym, niebieskim kolorze w centrum Innsbrucka.

Rzeka Inn, kolorowe budynki i szczyty Nordkette tuż przed zapadnięciem zmroku.

Rzeka Inn, kolorowe budynki i szczyty Nordkette tuż przed zapadnięciem zmroku.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wzięła jednego z rozdawanych na ulicy baloników ;) Ten przejechał kawałek Europy i udało mu się nawet dotrzeć z nami do Polski :)

Nie byłabym sobą, gdybym nie wzięła jednego z rozdawanych na ulicy baloników ;) Ten przejechał kawałek Europy i udało mu się nawet dotrzeć z nami do Polski :)

Po krótkiej sesji zdjęciowej znów ruszyliśmy w trasę. Planowaliśmy jeszcze przed północą znaleźć się we Włoszech.

Jedziemy dalej. Kierunek - Włochy!

Jedziemy dalej. Kierunek – Włochy!

Na naszym kanale na YouTube możecie również zobaczyć krótki filmik z tyrolskiej trasy:

oraz z samego centrum Innsbrucka:

Trasa:

 

Podobał Wam się ten wpis? Byliście kiedykolwiek w Innsbrucku? Jakie są Wasze wrażenia? :) Czekamy na komentarze!

« »

© 2017 born2travel. Theme by Anders Norén.