Miasto Kos – dotknąć historii, ucztować po grecku…

Ten wpis dedykuję mojej Mamie, która wczoraj obchodziła urodziny.
Wiem, że to przeczytasz, dlatego życzę Ci kolejnych podróży
tak wspaniałych, jak ta, a nawet jeszcze lepszych.
(najlepiej 12 razy w roku!)

Przystanek pierwszy

Pierwsza część mojej relacji z Kos to przede wszystkim opis wrażenia, jakie zrobiła na nas ta grecka wyspa. Teraz pora na opisanie tego, co urzekło nas w stolicy wyspy – mieście Kos!

Wjeżdżamy do centrum miasta Kos.

Wjeżdżamy do centrum miasta Kos.

Już nam się tu podoba!

Już nam się tu podoba!

Droga obsadzona palmami - lubimy takie widoki!

Droga obsadzona palmami – lubimy takie widoki!

Gdy już dotarliśmy do centrum miejscowości, zostawiliśmy rowery w specjalnie przeznaczonym do tego miejscu i rozpoczęliśmy piesze zwiedzanie. W samym sercu miasta zlokalizowane są najważniejsze obiekty o znaczeniu historycznym. My działaliśmy trochę intuicyjnie i po omacku, posługując się gratisowym planem miasta. I tak w pierwszej kolejności naszą uwagę przykuły wyłożone kamieniami schody, których szczyt ginął gdzieś w zielonej gęstwinie drzew i krzewów. Bez zastanowienia ruszyliśmy na górę i już po chwili ujrzeliśmy porozrzucane gdzieniegdzie szczątki starożytnych greckich budowli – ot tak, po prostu, jakby zagubione w wypalonej słońcem trawie…

Pierwszy przystanek i intrygujące schody prowadzące do... no właśnie, dokąd?

Pierwszy przystanek i intrygujące schody prowadzące do… no właśnie, dokąd?

Fragmenty starożytnych greckich kolumn - tak po prostu leżą sobie w trawie...

Fragmenty starożytnych greckich kolumn – tak po prostu leżą sobie w trawie…

#fromwhereIstand, czyli instagramowe klimaty w Grecji... ;)

#fromwhereIstand, czyli instagramowe klimaty w Grecji… ;)

Po chwili naszym oczom ukazał się Plateia Platanou, czyli plac Platana. Miejsce to nazwę zawdzięcza niezwykłemu drzewu, którego rozłożyste gałęzie podtrzymywane są przez specjalne metalowe konstrukcje. Legenda głosi, że jest to platan zasadzony przez samego Hipokratesa, który następnie w cieniu owego drzewa głosił swoje nauki. W rzeczywistości jednak nie może to być prawdą, gdyż wspomniany platan ma ok. 500 lat, podczas gdy Hipokrates żył w latach 460-357 p.n.e. Mimo wszystko tak wiekowe drzewo robi na nas wrażenie, podobnie jak pozostałości starożytnych kolumn, stanowiące tło do zdjęć praktycznie wszystkich przewijających się w tym miejscu osób (tak jest, dla nas też).

Legenda głosi, że ten wiekowy platan został zasadzony przez samego Hipokratesa...

Legenda głosi, że ten wiekowy platan został zasadzony przez samego Hipokratesa…

Dotknąć historii...

Dotknąć historii…

Zdjęcie z greckimi zabytkami - obowiązkowe!

Zdjęcie z greckimi zabytkami – obowiązkowe!

Niestety, miejsce to po części traci swój urok ze względu na kwitnący w nim biznes. O ile ukryta pod daszkiem z zielonego bluszczu knajpa wygląda jeszcze znośnie i w pewien sposób wtapia się w otoczenie, podobnie jak można tolerować wszędobylskich turystów (ok, w końcu my też robiliśmy mnóstwo zdjęć i kręciliśmy się wokół tego drzewa), to już kolorowe stragany i sklepiki z tandetnymi pamiątkami upchnięte na parterze XVIII-wiecznego meczetu zdecydowanie kolą w oczy. Przynajmniej mnie, bo z kolei mój siedmioletni brat wraz z rodzicami ochoczo buszował tam w poszukiwaniu czegoś, co upamiętniałoby nasze wspólne greckie wakacje… Na szczęście znalazł sobie coś ciekawego i przede wszystkim związanego z tym miejscem – spisaną na papierze przysięgę Hipokratesa, którą po dziś dzień składają lekarze na całym świecie. ;)

Biznes kwitnie na parterze XVIII-wiecznego meczetu.

Biznes kwitnie na parterze XVIII-wiecznego meczetu.

Meczet pozbawiony sklepów prezentuje się o wiele lepiej...

Meczet pozbawiony sklepów prezentuje się o wiele lepiej…

Zabytkowe detale na Plateia Platanou.

Zabytkowe detale na Plateia Platanou.

Arabskie akcenty.

Arabskie akcenty.

Na szczęście w mieście Kos kwitnie nie tylko turystyczny biznes! ;)

Na szczęście w mieście Kos kwitnie nie tylko turystyczny biznes! ;)

"Legum omnes servi sumus" - wszyscy jesteśmy sługami prawa

„Legum omnes servi sumus” – wszyscy jesteśmy sługami prawa.

Rzut okiem na starożytną Agorę...

Rzut okiem na starożytną Agorę…

Gdzie średniowiecze przeplata się ze starożytnością

Idziemy dalej. Przechodząc przez kamienny mostek nad obsadzoną palmami ulicą, bezpośrednio z placu Platana dotarliśmy do ruin średniowiecznego Zamku Rycerskiego (Neratzia Castle). Tutaj już za wstęp trzeba było zapłacić. Na miejscu okazało się jednak, że warto było – średniowieczne mury skrywały bowiem mnóstwo elementów z czasów starożytnych! Dlaczego? Otóż zamek wznoszony był od XIV do XVI wieku przez Joannitów, czyli rycerzy-zakonników, którzy do budowy wykorzystywali kamienie pochodzące z ruin starożytnego Asklepiejonu.

Widok na drogę, którą przyjechaliśmy do miasta.

Widok na drogę, którą przyjechaliśmy do miasta.

Zawsze, gdy znajdę się w takim miejscu – obojętnie, czy są to ruiny średniowiecznego zamku, starożytnego amfiteatru czy prekolumbijskiej piramidy Majów – wyobrażam sobie ludzi, którzy kilka tysięcy lat wstecz stąpali po tej samej ziemi...

Zawsze, gdy znajdę się w takim miejscu – obojętnie, czy są to ruiny średniowiecznego zamku, starożytnego amfiteatru czy prekolumbijskiej piramidy Majów – wyobrażam sobie ludzi, którzy kilka tysięcy lat wstecz stąpali po tej samej ziemi…

Pozostałości kolumn i posągów totalnie mnie zaabsorbowały – wszystkie musiałam obejrzeć, prawie wszystkich dotknąć ;)

Pozostałości kolumn i posągów totalnie mnie zaabsorbowały – wszystkie musiałam obejrzeć, prawie wszystkich dotknąć ;)

Trochę starożytności w średniowiecznych ruinach.

Trochę starożytności w średniowiecznych ruinach.

Jeszcze trochę historii.

Jeszcze trochę historii.

Starożytna grecka kolumna na tle średniowiecznych murów.

Starożytna grecka kolumna na tle średniowiecznych murów.

...i jeszcze zbliżenie na moje ulubione fragmenty ;)

…i jeszcze zbliżenie na moje ulubione fragmenty ;)

Zwiedzanie średniowiecznych ruin skrywających starożytne skarby genialnie podsumował mój młodszy brat stwierdzając, że „można tutaj dotknąć historii”. Siedmiolatek trafił w samo sedno, gdyż rzeczywiście – szczątki starożytnych, greckich budowli są tutaj na wyciągnięcie ręki. Można ich dotknąć, obejrzeć z bliska, zachwycić się misternie wyrzeźbionymi detalami… A jednocześnie zastanowić się przez chwilę i wyobrazić sobie życie, które toczyło się w tym miejscu wieki temu.

Detale na zamkowych murach.

Detale na zamkowych murach.

Zabytkowe fragmenty kolummn i posągów greckich.

Zabytkowe fragmenty kolumn i posągów greckich.

Szkoda, że tak niewiele z nich zostało...

Szkoda, że tak niewiele z nich zostało…

...jednak wyrzeźbionymi detalami można się zachwycić.

…jednak wyrzeźbionymi detalami można się zachwycić.

Starożytność i średniowiecze w jednym miejscu. A w tle palmy...

Starożytność i średniowiecze w jednym miejscu. A w tle palmy…

Leżą sobie pod ścianą niczym ozdoby, które czekają na przywieszenie...

Leżą sobie pod ścianą niczym ozdoby, które czekają na przywieszenie…

Starożytne napisy - tych już nie przetłumaczę :P

Starożytne napisy – tych już nie przetłumaczę :P

Ruiny średniowiecznego zamku.

Ruiny średniowiecznego zamku.

Ruiny zamku zachwycają jednak nie tylko tym, co znajdujemy wewnątrz nich. Dzięki doskonałemu usytuowaniu, serwują nam również wspaniałe widoki. Przechadzając się po wysokich średniowiecznych murach, z jednej strony możemy podziwiać turecki brzeg wyrastający w oddali z turkusowo-lazurowego morza , z drugiej zaś – zabudowania miasteczka Kos wkomponowane w brunatny, lecz jakby wypłowiały od słońca, wyżynny krajobraz.

Z widokiem na morze.

Z widokiem na morze i turecki brzeg.

Średniowieczne mury, minaret, palmy i wzgórza w oddali.

Średniowieczne mury, minaret, palmy i wzgórza w oddali.

Zbliżenie na palmy - takie widoki nigdy mi się nie nudzą.

Zbliżenie na palmy – takie widoki nigdy mi się nie nudzą.

Widok z zamku na port w Kos.

Widok z zamku na port w Kos.

Żaglówka pod turecką banderą - w końcu do Bodrum jest stąd rzut beretem...

Żaglówka pod turecką banderą – w końcu do Bodrum jest stąd rzut beretem…

Ledwo udało mi się uchwycić ten moment ;)

Ledwo udało mi się uchwycić ten moment ;)

Zamkowe detale c.d.

Zamkowe detale c.d.

Pozostałości po działach wraz z amunicją.

Pozostałości po działach wraz z amunicją.

Z zamku można podziwiać również miejską plażę i budynek ratusza.

Z zamku można podziwiać również miejską plażę i budynek ratusza.

Pan Jaszczur.

Pan Jaszczur.

Fotka na zamku też musi być! ;)

Fotka na zamku też musi być! ;)

Kwiatki wszędzie...

Kwiatki wszędzie…

Jeszcze jeden starożytny fragment - było tego naprawdę sporo!

Jeszcze jeden starożytny fragment – było tego naprawdę sporo!

Poniżej możecie zobaczyć krótki film, który nagrałam podczas rowerowej przejażdżki i zwiedzania ruin zamku:

Nasza wielka grecka uczta

Po przejażdżce rowerowej i oglądaniu zabytków w majowym greckim słońcu nieunikniona była potrzeba naładowania naszych baterii, dlatego udaliśmy się w głąb miasta w poszukiwaniu prawdziwej greckiej knajpy. Długo nie musieliśmy szukać, gdyż obok tego miejsca nie można było przejść obojętnie – mowa tu o tawernie Fish House, która przyciąga spojrzenia wszystkich przechodniów.

Obok tego miejsca nie dało się przejść obojętnie!

Obok tego miejsca nie dało się przejść obojętnie!

Restauracje w centrum Kos.

Restauracje w centrum Kos.

Uroczy wystrój w tawernie Fish House.

Uroczy wystrój w tawernie Fish House.

Kolejni turyści co chwilę wspinają się po kamiennych schodach ozdobionych niebieskimi, drewnianymi krzesłami i stoliczkami oraz kwiatami w kolorowych donicach, by na samej górze zrobić sobie zdjęcia w urzekającej scenerii. Nic dziwnego: stoi tam uroczy, pomalowany na biało budyneczek, którego okna i drzwi okolone zostały ramami namalowanymi na murze niebieską farbą, zaś po ścianach pną się przepiękne amarantowe kwiaty.

Tawerna Fish House. W tym miejscu można się zakochać...

Tawerna Fish House. W tym miejscu można się zakochać…

Kwieciste wejście do tawerny od drugiej strony.

Kwieciste wejście do tawerny od drugiej strony.

Fish House to ideale miejsce do zdjęć ;) Czuć tutaj prawdziwy grecki klimat.

Fish House to idealne miejsce do zdjęć ;) Czuć tutaj prawdziwy grecki klimat.

Z głośników rozlega się przyjemna i nastrojowa grecka muzyka, a stoliki nakryte kraciastymi obrusami skryte są w cieniu białych markiz i naturalnego dachu utworzonego z zielonych koron drzew.

Korony drzew tworzą w tawernie naturalną osłonę przed słońcem.

Korony drzew tworzą w tawernie naturalną osłonę przed słońcem.

Oczywiście, jak na restaurację serwującą owoce morza przystało, w tawernie Fish House nie mogło zabraknąć morskich akcentów, takich jak biała drewniana łódka czy pomarańczowe koła ratunkowe zawieszone na ścianach. Na częściowo odsłoniętym „zapleczu” odnalazłam kolejny tradycyjny grecki akcent. Były to dwie suszące się w słońcu ośmiornice, nabite na haki i zawieszone na sznurze niczym pranie…

Łódka w tawernie? Czemu nie.

Łódka w tawernie? Czemu nie.

W tawernie Fish House serwuje się głównie owoce morza, a zatem nie mogło tutaj zabraknąć morskich akcentów.

W tawernie Fish House serwuje się głównie owoce morza, a zatem nie mogło tutaj zabraknąć morskich akcentów.

Suszone w słońcu ośmiornice to typowy grecki akcent.

Suszone w słońcu ośmiornice to typowy grecki akcent.

Szkoda tylko, że wiele z fotografujących się w tym miejscu osób nie zostaje w knajpie na dłużej, bo naprawdę warto! My postanowiliśmy w restauracji Fish House urządzić sobie prawdziwą grecką ucztę… Na naszym stole wylądowała m.in. sałatka grecka, krewetki w greckim sosie z ouzo, czy tradycyjne greckie ciasta, do tego greckie piwo i greckie białe wino w specyficznej, metalowej karafce. Tylko mój brat się wyłamał i zamówił pizzę, ale jemu akurat można wybaczyć… ;)

Skoro jesteśmy w Grecji, to i greckiego piwa trzeba spróbować.

Skoro jesteśmy w Grecji, to i greckiego piwa trzeba spróbować.

Nasza wielka grecka uczta!

Nasza wielka grecka uczta!

Białe wino, oczywiście również greckie.

Białe wino, oczywiście również greckie.

A na koniec grecki deser. ;) Wakacyjny "cheat day"!

A na koniec grecki deser. ;) Wakacyjny „cheat day”!

Na samym końcu zostaliśmy poczęstowani przez obsługę kieliszkiem greckiego, słodkawego alkoholu – likieru o nazwie „mastiha”.

Pożegnalny shot od obsługi - grecki likier o nazwie "mastiha" lub "mastika".

Pożegnalny shot od obsługi – grecki likier o nazwie „mastiha” lub „mastika”.

Wszystko smakowało wyśmienicie i zdecydowanie zarekomendowałabym tę restaurację każdemu, kto planuje odwiedzić miasto Kos! Jeśli chcecie zobaczyć moją krótką video-relację z tawerny Fish House, zapraszam do oglądania filmu poniżej (a także do subskrybowania kanału born2travel na YouTube! ;))

Na koniec okazało się, że restauracja to rodzinny biznes, w który – jak widać – jego właściciele wkładają całe swoje serce. Dlatego właśnie niepotrzebni są im natrętni naganiacze zgarniający klientów z ulicy! Miałam okazję porozmawiać z żoną jednego z szefów, która również prowadzi swojego bloga na stronie www.kosexplorer.com jako „The NOT So Greek Goddess”.

Basen portu z zamkowymi murami w tle.

Basen portu z zamkowymi murami w tle.

Port w Kos.

Port w Kos.

Palmy i wszechobecne na wyspie Kos rowery.

Palmy i wszechobecne na wyspie Kos rowery.

Odetchnąć w… katolickim kościele

Po naszej greckiej biesiadzie chcieliśmy zobaczyć, co jeszcze miasto Kos ma nam do zaoferowania. Próbowaliśmy odnaleźć Asklepiejon, ale niestety w końcu tam nie dotarliśmy. Zobaczyliśmy za to pozostałości starożytnego rzymskiego Odeonu – budowli przeznaczonej do występów teatralnych i muzycznych.

Pozostałości starożytnego rzymskiego Odeonu.

Pozostałości starożytnego rzymskiego Odeonu.

Przez przypadek trafiliśmy również do katolickiego kościoła (Sanktuarium Krzyża Świętego – Parafia Baranka Bożego) pod opieką franciszkanów z Rodos (podczas gdy podobno 97% mieszkańców wyspy wyznaje prawosławie, a zaledwie 0,4% to katolicy). Sporo przydatnych i ciekawych informacji na temat tego kościoła znalazłam na blogu Gabi – ostatnia prosta.

Brama przed kościołem katolickim w mieście Kos.

Brama przed kościołem katolickim w mieście Kos.

Skromne wnętrze kościoła katolickiego (Sanktuarium Krzyża Świętego – Parafia Baranka Bożego)

Skromne wnętrze kościoła katolickiego (Sanktuarium Krzyża Świętego – Parafia Baranka Bożego)

O ile na co dzień nie jesteśmy zbyt praktykującymi katolikami, to akurat w tym kościele pozwoliliśmy sobie na chwilę zadumy i refleksji. Skromność tego miejsca nas urzekła – nie ma tu żadnego zbędnego przepychu, który zbyt często razi po oczach w przypadku naszych rodzimych świątyń…

Wrzuciliśmy coś do puszeczki ;)

Wrzuciliśmy coś do puszeczki ;)

Żadnego przepychu - to nam się podoba.

Żadnego przepychu – to nam się podoba.

W kościele znaleźliśmy nawet pismo w naszym języku... :)

W kościele znaleźliśmy nawet pismo w naszym języku… :)

Każdy mógł zapalić świeczkę.

Każdy mógł zapalić świeczkę.

Zapaliliśmy i my. ;)

Zapaliliśmy i my. ;)

Szczególnie chętnie zrobił to mój brat.

Szczególnie chętnie zrobił to mój brat.

Przy kościele znajduje się również cmentarz, na którym chowano szczątki żołnierzy włoskich poległych w I wojnie światowej.

Przy kościele znajduje się również cmentarz, na którym chowano szczątki żołnierzy włoskich poległych w I wojnie światowej.

Dodam, że warto było przejść się kawałek dalej, aby zobaczyć kolejną, tym razem grecką świątynię, a także mały cmentarz, po którym leniwie przechadzały się koty. Na środku stoi kapliczka, do której wnętrza również można zajrzeć.

Trójkołowy pojazd przy cmentarzu w Kos.

Trójkołowy pojazd przy cmentarzu w Kos.

Cmentarz w Kos.

Cmentarz w Kos.

Cmentarz w Kos.

Cmentarz w Kos.

Jeden z mieszkańców cmentarza... ;)

Jeden z mieszkańców cmentarza… ;)

Kapliczka na cmentarzu w Kos.

Kapliczka na cmentarzu w Kos.

Wejście do kaplicy było zamknięte, ale można było zajrzeć do środka przez kraty.

Wejście do kaplicy było zamknięte, ale można było zajrzeć do środka przez kraty.

Tym sposobem nasze zwiedzanie na Kos dobiegło końca. Zrobiliśmy jeszcze małe zakupy, a w drodze do hotelu zatrzymaliśmy się na plaży, żeby wykąpać się w morzu.

Małe greckie zakupy: wino, piwo i czekolada ;)

Małe greckie zakupy: wino, piwo i czekolada ;)

Nie zobaczyliśmy na tej wyspie wszystkiego, ale zobaczyliśmy wystarczająco dużo, aby przywieźć ze sobą wspaniałe wspomnienia. Postanowiliśmy, że jeszcze kiedyś tu wrócimy. I jednego jestem pewna: gdy ponownie zawitamy na Kos, obowiązkowym punktem programu będzie uczta w restauracji Fish House! ;)

Nocne światła miasta Kos. Jeszcze tu wrócimy!

Nocne światła miasta Kos. Jeszcze tu wrócimy!

« »

© 2017 born2travel. Theme by Anders Norén.