O Przemku Skokowskim, autorze podróżniczego bloga „Autostopem przez życie” oraz książki o takim samym tytule, zrobiło się ostatnio naprawdę głośno. Bo nie każdy 24-latek ma na swoim koncie książkę, która jeszcze przed premierą trafiła na listę bestsellerów! Nie każdy student może pochwalić się odwiedzeniem tak wielu egzotycznych krajów, na dodatek podróżując wyłącznie autostopem… A do tego wszystkiego nie każdy potrafi w ciekawy i humorystyczny sposób zrelacjonować to, czego doświadczył, przemierzając samotnie dziesiątki tysięcy kilometrów w nieznane. Właśnie dlatego, gdy dowiedziałam się, że w Centrum Riviera w Gdyni odbędzie się spotkanie z Przemkiem, nie miałam wątpliwości, że muszę się tam znaleźć. Co prawda miałam już okazję posłuchać o czteromiesięcznej podróży Przemka na tegorocznych Kolosach, jednak wtedy prelekcja trwała może jakieś 45 minut i wiele ciekawych szczegółów zostało niestety pominiętych. Wczoraj mogliśmy słuchać tej wzbogaconej relacji aż przez 2,5 godziny! Historia była tak ciekawa, że właściwie sama nie wiem, kiedy ten czas zleciał.

Muszę Wam powiedzieć, że ostatnio czułam, jak powoli sama podcinam sobie skrzydła. Wszystko za sprawą nastawienia, spowodowanego jeszcze większym niż zazwyczaj natłokiem obowiązków i brakiem weny przy pisaniu relacji z Kos (z którą, mówiąc szczerze, utknęłam na razie w miejscu). Jednak wczorajsze spotkanie znów przywróciło mi wiarę w to, że marzenia naprawdę się spełniają i dlatego nadal warto je mieć! Choć z początku nie zapowiadało się idealnie, to sama byłam zaskoczona zakończeniem. Czytajcie więc do samego końca! ;)

Do Centrum Riviera przybyłam kilka minut przed godziną 17:00, na którą zaplanowany był początek spotkania. W planach miałam jeszcze zakupienie książki „Autostopem przez życie”… Co prawda jej datę jej premiery – 21 maja 2014 roku – miałam zapisaną w kalendarzu z dużym wyprzedzeniem, jednak akurat w tym czasie przebywałam na Kos, a po powrocie znów wpadłam w wir obowiązków i tak upragnionej książki jeszcze nie kupiłam. Widząc, że prelekcja jeszcze się nie rozpoczęła, a w kolejce do Przemka po podpis na egzemplarzu książki stało jeszcze kilka osób, wparowałam szybko do Empiku, który na szczęście mieścił się tuż obok sceny. Niestety okazało się, że tam książki nie ma… Stanęłam więc jako ostatnia w kolejce i zapytałam się, czy nie można zakupić jej u samego autora – niestety takiej możliwości nie było, ale Przemek polecił mi sprawdzenie jeszcze w innej księgarni na pierwszym piętrze. Postanowiłam więc, że szybko polecę tam już po prelekcji. Nie ukrywam, że brak książki w ręku mnie zasmucił, ponieważ miałam właśnie okazję otrzymania podpisu wraz z dedykacją, a którą to okazję prawdopodobnie zaprzepaściłam! Mimo to, cieszyłam się, że w końcu mogłam poznać Przemka Skokowskiego osobiście, podać mu rękę, zamienić kilka słów.

Prelekcja Przemka Skokowskiego w Centrum Riviera w Gdyni.

Prelekcja Przemka Skokowskiego w Centrum Riviera w Gdyni.

Z całego tego pośpiechu i dezorganizacji nie zabrałam ze sobą ani zeszytu, ani długopisu, przez co znów musiałam robić małe notatki w telefonie. Starałam się uchwycić jak najwięcej szczegółów, aby później jak najlepiej zdać tutaj relację z tego wydarzenia! Oczywiście nie mam zamiaru przytaczania całej historii, ponieważ możecie wszystko przeczytać na blogu Przemka, a także w jego książce. Chciałam tylko wychwycić to, czego nie usłyszałam na Kolosach oraz to, co może okazać się skarbnicą wiedzy dla osób pretendujących do miana podróżników…

Weźmy na przykład taki Kirgistan. Kto się tam zapuszcza? Czy w ogóle słyszy się o wycieczkach do tego kraju? Przemek potwierdził, że turystów jest tam jak na lekarstwo – a w zasadzie nawet jeżeli już, to nie zwykłych turystów, lecz podróżników. I to takich, którzy z reguły podróżują na rowerach trasą Pamir Highway. Są tego pozytywy, ponieważ miejscowa ludność nie została jeszcze tak zepsuta masową turystyką, jak na przykład Laos czy Tajlandia. Dzieci, widząc podróżującego obcokrajowca, podbiegają do niego, aby zwyczajnie się przywitać, nie zaś z chęci otrzymania cukierka albo dolara od kogoś uważanego przez nich za chodzącą skarbonkę (czego my doświadczyliśmy na przykład w zeszłym roku w Kenii). Okazuje się, że co niektórzy jednak wycwanili się, żądając pieniędzy za podwózkę „na stopa”… Mimo wszystko jednak z opowieści Przemka wynika, że warto ten kraj odwiedzić, chociażby z uwagi na kulturę i gościnność miejscowej ludności.

W Chinach natomiast, zgodnie z tym, co opisywał Przemek, białas ma naprawdę „klawe życie”… ;) W przekonaniu Chińczyków, im jaśniejszą masz karnację, tym lepiej jesteś ustawiony, ponieważ prawdopodobnie wykonujesz pracę intelektualną w biurze. Natomiast ciemniejsza, opalona skóra jest wyznacznikiem pracy fizycznej, przykładowo gdzieś na roli… Na prowincji wierzą w to do tego stopnia, że dają białemu dzieci na ręce, a następnie robią zdjęcie, aby potomstwo w przyszłości miało pamiątkę! Na dodatek widząc białasa łapiącego „stopa” na autostradzie, każdy Chińczyk minie go, zatrzyma się kawałek dalej, po czym zacznie cofać i ostatecznie zabierze go ze sobą. Przy czym towarzyszyć mu będzie zdziwienie takie, jakie można wyobrazić sobie u Polaka, który jadąc autostradą w naszym kraju zobaczyłby przy drodze Eskimosa w pełnym rynsztunku. Do podwózki dorzucają gratis przepyszne jedzenie, dla którego warto wrócić do Chin (co osobiście mogę potwierdzić po naszej zeszłorocznej majówce w Hong Kongu i Macau, w których najchętniej jadaliśmy w typowych chińskich knajpach dla miejscowych)! Oczywiście o ile nie są to kurze stópki… :D

Z relacji Przemka wynika, że bardzo tani jest Laos – za hostel można zapłacić 8 zł, za obiad 4 zł, a za piwo tylko 80 gr! Jednak kraj ten ma również swoje wady. Jest to jedno z najbardziej skorumpowanych państw na świecie. Włos jeżył się na głowie w momencie, gdy Przemek opowiadał o niebezpiecznej sytuacji, która spotkała tam jego i dziewczynę imieniem Stef. Utrata paszportu, a w najgorszym wypadku śmierć z rąk rozwścieczonych Laotańczyków – to cena, jaką mogli zapłacić za coś niezwykle błahego. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, jednak ta sytuacja to z pewnością przestroga dla każdego z nas…

W Tajlandii Przemek Skokowski nie tylko odwiedził sierociniec, ale został w nim również nauczycielem! Po szczegóły odsyłam Was na jego bloga, a tutaj jedynie napiszę, że zapadły mi w pamięć słowa, które wypowiedział na spotkaniu w Gdyni, dosłownie życząc każdemu, aby mógł kiedyś zostać wolontariuszem. Działalność Przemka pokazuje, że nie potrzeba wysyłać żadnego CV ani tym bardziej płacić za wolontariat – wystarczy tylko dobrze się rozejrzeć, gdyż istnieją miejsca, w których pomoc potrzebna jest od zaraz…

Na samym końcu mogliśmy obejrzeć rewelacyjny filmik streszczający w kilku minutach to, co Przemek przeżył podczas 4-miesięcznej podróży autostopem przez Azję. Zobaczcie koniecznie! Naprawdę można zachwycić, a nawet wzruszyć się tym, jak piękny jest nasz świat i jak łatwo przełamać bariery kulturowe i językowe. Na dodatek to wszystko jest w zasięgu ręki – wystarczy tylko chcieć!

Tak więc prelekcja się skończyła i byłam naprawdę szczęśliwa, że mogłam przeżyć to wszystko jeszcze raz. Jednak czegoś mi w tym wszystkim brakowało… Pod koniec spotkania dołączył do mnie Tomek, który miał zapytać o książkę Przemka w drugiej księgarni w Centrum Riviera. Niestety, okazało się, że tam również jest ona niedostępna, natomiast wczorajsze spotkanie z autorem miało być już ostatnim w najbliższym czasie… Okazało się jednak, że jeszcze nic straconego! Przemek Skokowski na zakończenie ogłosił mały konkurs, w którym do wygrania był… jeden egzemplarz jego książki! Miało paść jedno pytanie, a ten, kto znał odpowiedź, miał za zadanie klasnąć w ręce nad głową i odpowiedzieć. Jak to jednak zazwyczaj bywa, myślałam, że pewnie się nie uda, że ktoś będzie pierwszy… W skupieniu czekałam na pytanie, które ostatecznie brzmiało „Jak nazywa się ten liść, który żują Birmańczycy, a następnie spluwają po nim na czerwono?”- Betel! Oczywiście, że to był betel!! Przemek opowiadał o tym podczas prelekcji, a zatem bez większego namysłu klasnęłam w dłonie i odpowiedziałam. Okazało się, że tym razem nikt mnie nie wyprzedził, że upragniona książka jest moja!!! :) Nie mogłam w to uwierzyć i podchodząc do Przemka jeszcze dla pewności spytałam się, czy na serio wygrałam tę książkę… :D Natomiast z Riviery wychodziłam uśmiechnięta od ucha do ucha, właśnie tak, jak na poniższym obrazku:

Przemek Skokowski i ja. Obowiązkowo wspólna fotka! ;)

Przemek Skokowski i ja. Obowiązkowo wspólna fotka! ;)

Podsumowując swoją prelekcję, Przemek dodał, że tak naprawdę nigdy wcześnie nie wierzył w to, że można żyć z pasji. Jego historia jest jednak dowodem na to, że można robić to, co naprawdę się kocha i przy okazji mieć z tego pieniądze. To kolejne potwierdzenie mojego ulubionego powiedzenia –„nie ma rzeczy niemożliwych”! Natomiast na swoim wyjątkowym egzemplarzu książki „Autostopem przez życie” otrzymałam piękną dedykację od Przemka: „Dla Ani, żeby nigdy, ale to nigdy nie przestała marzyć :)”… A zatem obiecuję, że na pewno nie przestanę!! Jestem mu naprawdę wdzięczna za te słowa, ponieważ ostatnio dopadały mnie chwile zwątpienia. Myślałam sobie, że może to, co robię, nie ma sensu, że może staram się ogarniać zbyt wiele rzeczy na raz. Ale odebrałam wczorajsze wydarzenie jako znak, żeby się nie poddawać! Aby iść do przodu i nadal robić swoje. Mimo, że ilość obowiązków czasem przytłacza – nie rezygnować na razie z niczego, tylko po prostu bardziej się zorganizować i realizować po kolei wyznaczone cele!

Przepiękna dedykacja na zdobycznej książce! :)

Przepiękna dedykacja na zdobycznej książce! :)

A jeśli kiedykolwiek coś nie wyjdzie zgodnie z planem i powinie mi się noga, to zwyczajnie wyjadę do Chin i tam bez problemu znajdę sobie pracę! W końcu biały ma tam przecież naprawdę klawe życie … ;)

Już nie mogę się doczekać lektury!

Już nie mogę się doczekać lektury!