Włochy, Reggio Emilia i La Spezia | Mini Eurotrip 2014 #04

Droga z Innsbrucka zdawała się nie mieć końca. Podążaliśmy przed siebie szeroką autostradą, a wszystko wokół pogrążone było w ciemnościach – co jakiś czas tylko dostrzegaliśmy w oddali wzgórza, na zboczach których migotały rozsypane pomarańczowe światełka miast, a od czasu do czasu gdzieś na szczycie górowało podświetlone zamczysko lub kościół. Z głośników samochodowego radia do naszych uszu dobiegały dźwięki austriackiego jodłowania, które Tomek całkiem nieźle naśladował… ;) Wkrótce jednak język zmienił się na włoski, a personel odwiedzanych przez nas stacji benzynowych stawał się coraz bardziej kiepski w posługiwaniu się angielskim. Buonasera, Italia!

W drodze, trasa Innsbruck - Reggio Emilia.

W drodze, trasa Innsbruck – Reggio Emilia.

Nasze postoje we Włoszech zazwyczaj miały miejsce na parkingach, przy jadłodajniach i sklepach sieci SARNI. Toalety były w nich darmowe, ale droga do drzwi wyjściowych wymuszała obejście całego sklepu. Przy okazji mogliśmy zerknąć na serwowane w barze jedzenie, aby stwierdzić, że nie było ono zbyt zachęcające do konsumpcji (bułki wypchane frytkami – kto to w ogóle zamawia?!). Na sklepowych półkach kusiły produkty gigantycznych rozmiarów – ogromne czekolady i 3-litrowe butelki wina, a także moje ulubione ostre papryczki uwięzione w słoikach. Zastanawiałam się nad zakupem takiego pokaźnego trunku dla mamy, ale ostatecznie pomyślałam: „przecież jesteśmy we Włoszech, więc na pewno jeszcze gdzieś je dostanę” (później przekonałam się, jak mocno się myliłam…). Po drodze migały nam kolejne piękne nazwy włoskich miast – Mantova, Modena i ostatecznie Reggio nell’Emilia (lub Reggio Emilia) – cel naszej podróży tamtego dnia. Tuż przed zjazdem do wyszukanego przez Tomka hotelu, po prawej stronie, dostrzegliśmy jasną, podświetloną kolorowymi światłami, futurystyczną budowlę kształtem przypominającą trochę ogromny, powykręcany akordeon. Jak się później okazało, był to dworzec kolei ekspresowej (Reggio Emilia AV Mediopadana). Naprzeciw zaś, po drugiej stronie autostrady – olbrzymie łuki nowoczesnych mostów, które zaprojektował hiszpański architekt Santiago Calatrava. Podświetlony dworzec wyglądał nieziemsko – jak tunel prowadzący do innego wymiaru… Miałam ochotę sfotografować ten widok, jednak widząc minę zmęczonego podróżą Tomka, nie chciałam na niego naciskać. Hotel Holiday Inn Express znajdował się tuż obok autostrady – zgodnie z planem, dotarliśmy do niego jeszcze przed północą. Za dwójkę ze śniadaniem zapłaciliśmy 69 euro. Miejsce bardzo schludne i przyjemne – zdecydowanie lepsze niż nasze poprzednie lokum w niemieckim Ibisie. Kolorystyka w pokojach utrzymana została w miłych dla oka beżach i brązach, z którymi idealnie komponowały się granatowe dodatki. W łóżku znaleźliśmy poduszki przepasane ciemnoniebieskimi wstęgami, do których przymocowano plakietki z napisami morbido | soft i duro | firm. Oznaczało to, że do wyboru mieliśmy twarde lub miękkie poduszki – czy to nie urocze? ;)

Wolisz poduszkę twardą, czy miękką? ;)

Wolisz poduszkę twardą, czy miękką? ;)

Po całym dniu chodzenia, zwiedzania i jazdy samochodem, naszła mnie myśl o jakimś dobrym drinku na lepszy sen. Tomek tak jakby czytał w moich myślach, bo przyniósł z bagażnika samochodu… dwie butelki piwa własnej, domowej roboty!  Ta mała niespodzianka sprawiła mi ogromną radość – w końcu zaczęłam czuć się jak na prawdziwych wakacjach… ;)

***

Nazajutrz z samego rana udaliśmy się na śniadanie z myślą, że musi być ono wyśmienite. Chcieliśmy zrekompensować sobie niemiecką śniadaniową skuchę z dnia poprzedniego. Trochę się przeliczyliśmy, gdyż w rzeczywistości ten pierwszy włoski posiłek w ciągu dnia okazał się dość „biedny” – nie mieliśmy zbyt dużego wyboru (co było, jak się z czasem okazało, domeną praktycznie wszystkich włoskich miejsc, które odwiedziliśmy). Najwidoczniej Włosi gustują raczej we francuskim le petitdéjeuner, a ucztują dopiero późnym wieczorem. Zasiedliśmy zatem do stołu z typowo słodkim, skromnym śniadaniem: pieczywo (nie było jednak żadnych warzyw do obłożenia chleba), jogurty, owoce (brzoskwinie z puszki i suszone śliwki), ciastka, croissanty z Nutellą i masłem orzechowym, sok i kawa (która z kolei wszędzie we Włoszech była wyśmienita!).

Nasze pierwsze włoskie śniadanie...

Nasze pierwsze włoskie śniadanie…

Okazało się też, że dworzec, którym zachwycałam się w nocy, znajduje się o przysłowiowy „rzut beretem” od naszego hotelu. Po wymeldowaniu udaliśmy się więc we wskazane przez recepcjonistę miejsce. Budowla za dnia wyglądała równie imponująco na tle spowitego siwymi chmurami nieba z lekką, pomarańczowo-kremową poświatą poranka na horyzoncie…

Futurystyczny dworzec w miejscowości Reggio Emilia. W nocy wyglądał jeszcze bardziej nieziemsko!

Futurystyczny dworzec w miejscowości Reggio Emilia. W nocy wyglądał jeszcze bardziej nieziemsko!

Po drugiej stronie autostrady - nowoczesne mosty Santiago Calatravy.

Po drugiej stronie autostrady – nowoczesne mosty Santiago Calatravy.

Jeśli poszukacie informacji o miejscowości Reggio Emilia, na pewno zauważycie, że jest to miasto naszpikowane zabytkami (a ponadto, tutaj właśnie powstał nasz „Mazurek Dąbrowskiego” i po raz pierwszy wyeksponowano włoską flagę!) . My jednak poznaliśmy je od bardziej nowoczesnej strony – następnym razem będziemy musieli wrócić tam na zwiedzanie! ;)

Uchwycić każdy moment...

Uchwycić każdy moment…

Włochy - podziwiamy Apeniny.

Włochy – podziwiamy Apeniny.

Droga do Cinque Terre przecinała malownicze ziemie kolejnych włoskich regionów – Emilia-Romania, Toskania i Liguria – jak to pięknie brzmi! Podziwialiśmy imponujące Apeniny Północne, a wiekowe, przytulone do siebie i wciśnięte w skaliste wzgórza budynki utwierdzały nas w przekonaniu, że jesteśmy coraz bliżej celu. Z godziny na godzinę podwyższała się temperatura powietrza, a słońce świeciło coraz mocniej, wprawiając nas w błogi nastrój… :)

Włochy, charakterystyczne zabudowania na wzgórzach.

Włochy, charakterystyczne zabudowania na wzgórzach.

Moje ulubione trawy pampasowe rosnące tuż przy zjeździe z autostrady. Na szczycie wzgórza - jedno z włoskich miasteczek.

Moje ulubione trawy pampasowe rosnące tuż przy zjeździe z autostrady. Na szczycie wzgórza – jedno z włoskich miasteczek.

W samo południe przejeżdżaliśmy już przez miasteczko La Spezia, podczas gdy włoskie radio umilało nam czas – z głośników leciało romantyczne amore mio, a termometr na desce rozdzielczej naszego auta wskazywał już 19 stopni Celsjusza… Zachwycaliśmy się tym, że jeszcze kilkanaście godzin wstecz podziwialiśmy ośnieżone szczyty Alp, wdychając chłodne, górskie powietrze, a teraz właśnie dotarliśmy do Riwiery Włoskiej, obmywanej przez ciepłe wody Morza Śródziemnego, na której rosną palmy i kaktusy. Podziwialiśmy La Spezię zza okien samochodu – obsadzoną palmami promenadę nad brzegiem morza, marinę i budynki wyrastające ze wzgórz, pokryte spłowiałą od słońca dachówką i przyozdobione zielonymi, drewnianymi okiennicami. Wszystko obserwowaliśmy, komentowaliśmy, zapisywaliśmy w pamięci. Dla miejscowych to rzeczy zwykłe, zupełnie powszednie. Dla nas – magia obcego, odkrywanego po raz pierwszy miejsca…

Cały czas pod górę - droga prowadząca z La Spezii do Cinque Terre.

Cały czas pod górę – droga prowadząca z La Spezii do Cinque Terre.

Pniemy się coraz wyżej i wyżej, zostawiając miasteczko w tyle. Miałam ochotę wysiąść i przespacerować się brzegiem morza w La Spezii, ale zostawiliśmy to na później. Za miastem Tomek jednak zlitował się nade mną i zatrzymaliśmy się przy punkcie widokowym, gdzie rozpościerał się niezapomniany widok na zabudowania La Spezii, jej port i połyskujące w świetle włoskiego słońca wody Morza Liguryjskiego… Zresztą zobaczcie sami:

La Spezia i jej port widziane z góry.

La Spezia i jej port widziane z góry.

Oświetlone przez słońce zabudowania La Spezii z Morzem Liguryjskim w tle.

Oświetlone przez słońce zabudowania La Spezii z Morzem Liguryjskim w tle.

W powietrzu unosił się charakterystyczny, śródziemnomorski zapach rosnących na wzgórzu roślin.

W powietrzu unosił się charakterystyczny, śródziemnomorski zapach rosnących na wzgórzu roślin.

Kolce... ;)

Kolce… ;)

Stamtąd ruszyliśmy dalej w kierunku Cinque Terre, a dokładniej do miasteczka o nazwie Manarola, o którym przeczytacie w kolejnym wpisie… ;) Obejrzyjcie też nasz krótki filmik z La Spezii – na samym końcu znajdziecie małą zapowiedź widoków, jakie oferuje piękne Cinque Terre!

Trasa:

Jak Wam się podoba kolejny etap naszej podróży? A może odwiedziliście te same miejsca? Podzielcie się z nami swoimi przemyśleniami w komentarzach poniżej! :)

Mini Eurotrip 2014 – pozostałe wpisy:

« »

© 2017 born2travel. Theme by Anders Norén.